dziś nawet nie jestem aż tak bardzo zły na siebie, chyba za to mocno rozczarowany sobą. Muszę też stwierdzić, że jestem naiwny...bardzo naiwny. I w tej swojej naiwności uparcie uważam, że świat jest takim jakim go widzę jakim go sobie wymyśliłem, jakim chcę żeby był. A może po prostu jestem pieprzonym egoistą, który nie potrafi dostrzec tego co jest naprawdę? Któremu brak jest krytycznego spojrzenia na rzeczywistość. Jak już wcześniej napisałem jestem dobry w komplikowaniu sobie życia. Lubie to! :-] a może już inaczej nie potrafię funkcjonować? Rozczarowany jestem przede wszystkim brakiem dojrzałości w pewnych sferach mojego życia. Są braki, cholera, to są duże dziury! Podejmuję próby łatania, a jakże. Mam jednak wrażenie, że ciagle coś robię nie tak i ta plomba wypada. Ale próbuję, bardzo chcę się nauczyć.
Wszystko mi się jakoś ostatnio rozjechało, wszystko widzę jak za mgłą. Dosłownie w każdej sferze życia czuję się niepewnie. Uczuciowej, zawodowej, rodzinnej, społecznej, finansowej. Nic nie trzyma się kupy. Kiedyś byłem zafascynowany filmem "Into the wild". Miałem wrażenie, że najlepiej byłoby zaszyć się gdzieś w głuszy tam gdzie nikt mnie znajdzie i być samemu tylko ze sobą. Jednak to byłaby zwykła ucieczka przed problemami. Tak nie można. Ja tak nie chcę już teraz. Ja chcę żyć i cieszyć się tym co jest tu i teraz bez analizowania, dobudowywania całej idelogii do prostych rzeczy, które w gruncie rzeczy wcale nie istnieją i są tylko moją wyimaginowaną wizją. Chciałbym być dla innych i z innymi. Chcę mieć wreszcie większy dystans do siebie. Przestać bać się komunikacji werbalnej i zacząć normalnie mówić i rozmawiać o swoich wątpliwościach, pytaniach, problemach, uczuciach. Żeby wreszcie stykał poprawnie ten kabelek między mózgiem i aparatem gębowym i to co powstało w tej mojej łepetynie mialo możliwość urealnienia się.
...Nie pamiętam kiedy ostatnio powiedziałem mojej mamie, że ją kocham, mojemu bratu, że jest świetnym gościem mimo, że mnie wkurza niemiłosiernie
...wydaje się całkiem proste...
...gonna rise up
Burning black holes in dark memories
Gonna rise up
Turning mistakes into gold...
już rano jak tylko przeczytałam tą notkę, chodził mi po głowie fragment z Ptaśka Williama Whartona: "Muszę się nauczyć żyć ze sobą takim, jakim jestem. Szkopuł tylko w tym, że są we mnie całe wielkie obszary, których nie znam. Przez całe życie pracowałem nad obrazem samego siebie […] tylko, że ja nie budowałem od środka: budowałem od zewnątrz, tworzyłem wokół siebie warstwę ochronną. A teraz wielki płat tej szaleńczej konstrukcji został wyrwany. Muszę zacząć od nowa, zaglądając do środka, żeby stwierdzić, co tam naprawdę jest."
OdpowiedzUsuńcałkiem aktualne jak dla mnie...