niedziela, 20 października 2013

.weselnie

odespałem już chyba wczorajsze szaleństwo. Najdłuższe wesele na jakim do tej pory byłem (trwało ponad 12h.)  :-)...okazało się najlepszym. I to zupełnie obiektywnie...nie przez wyjątkową sympatię i długoletnią przyjaźń z Panią Młodą. ;-) Wszystko dobrze smakowało. Wodzirej i zespół spisali się na medal. Z bardzo dobrym skutkiem po każdej przerwie porywali wszystkich razem do wspólnej zabawy. Obyło się na szczęście bez przaśnych zabaw na oczepiny za to były wesołe i ze smakiem wymyślone różne integracyjne tańce. Zostałem z moja partnerką usadzony przy stole "lekarskim" ze znajomymi ze studiów Młodej (de facto najgłośniejszym i najbardziej widoczynym :-) ). Poskutokowało to wyborną zabawą do samego rana ale i dość dużą ilością spożytych %. Dziś dość mocno czuję w nogach wczorajsze przetańczone...kilometry :-)
 no i hit wczorajszej imprezy ;-)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz