przeczytałem jeszcze raz tego mojego wczorajszego posta...o matko ale biadolenie. Skasowałbym go dziś ale niech już zostanie. Sam zdecydowałem się na taką w pewnym sensie formę ekshibicjonizmu emocjonalnego jakim jest pisanie bloga. Dzisiaj KONIEC! Nie ma wiecej użalania się nad sobą. Koniec mówienia, że coś bym chciał i na tym się kończy. Idę, nie ma mnie. Wsiadam na rower, aparat już w plecaku...
p.s.
Jak zawsze, dziękuję E. :-)
:-)
OdpowiedzUsuńno w końcu! :) a poza tym to nie za maco, rachunek za terapię wyślę Ci pocztą (zawsze jest dla Ciebie nadzieja, że się zawieruszy w drodze :P)
OdpowiedzUsuńwiesz, ja tylko chcę jeszcze zauważyć, że jest różnica: pomiędzy kiepskim dniem, nastrojem, smęceniem bo tak się wszystko układa - a zwyczajnym użalaniem się i biadoleniem ;)