czwartek, 26 września 2013

.smaczki Gruzji

...i po wakacjach :-) ale nie będzie jeszcze o kulinariach. O tym w  jednej z następnych notek. Bo nie zdołam napisać wszystkiego na jeden raz. Odważę się teraz opisać ten kraj w dwóch słowach- kraj kontrastów. Chyba moi współtowarzysze podróży mogą się ze mną zgodzić w tej kwestii. Gruzja zadziwiała mnie od samego początku. Zaczynając od 'ataku' taksówkarzy i kierowców marszrutek po wylądowaniu na lotnisku w Kutaisi. Pierwszy raz byłem na wyjeździe na wschód od Polski. Zawsze kierunkiem była zachodnia część kontynentu. Zwykle po powrocie z wakacji miałem wrażenie, że cywilizacyjne bardzo mocno odstajemy od naszysch zachodnich sąsiadów. Tym razem to muszę przyznać że nawet doceniam nasze polskie realia. ;-) W coraz bardziej poukładanym i uporządkowanym świecie fascynuje nieład, oraz to co nie trzyma się z góry narzuconych ram i prawideł postępowania w 'europejskim' stylu.  Kontrasty są w Gruzji widoczne na każdym kroku. Ekonomicznie poziom życia mieszkańców pozostawia wiele do życzenia mimo to Gruzini wydają sie być bardzo pogodnymi ludźmi. Są przy tym bardzo serdeczni i otwarci. Wynika to być może ze stylu życia niezmąconego tak mocno jeszcze zachodnim konsumpcjonizmem.
Tbilisi zastakiwało zestawieniem nowoczesnych brył budynków w centrum miasta z rozpadającymi się kamienicami. Miałem wrażenie, że niektóre z kamienic wystarczyło by kopnąć mocniej żeby złożyły się jak domki z kart. Miasto to można by opisać słowami- chcemy być nowocześni...ale nie do końca nam wychodzi. Bo tak, ikona miasta którą jest bez wątpienia bardzo ładny nowoczesny most, pięknie podświetlony nocą, kończy sie z jednej strony na nowym parku i 'tańczącej' fontannie z drugiej zaś na obskurnej kamienicy i kupie gruzu?! Restauracje z bajońskimi cenami obok dzielnicy w której stoją budynki, którym brakuje połowy elewacji z podwórzami po ktrórych chodzą sobie spokojnie kury. Na każdym kroku spotkać można policjanta czuwającego nad ogólnym spokojem i czystościa skwerów, placów i terenenów wokół pomników i innych instytucji dobra publicznego. Ulice stolicy kraju zamiata się tutaj za pomocą ręcznych mioteł. A z okna sklepu na jednej z bocznych uliczek można kupić wyśmienity ser.
W ciagu jednego pobytu w Gruzji można zobaczyć ponad pięciotysieczne szczyty Kaukazu i wykąpać się w wodach morza Czarnego.
Batumi to dziwne miasto. Brzydka promenada przy morzu z widokiem na dziwaczne budowle górujące nad miastem. Swoista kakofonia barw, kształtów i brył budynków. Wszystko to podświetlone nocą całą gamą kolorów tęczy. Mimo że spędziliśmi tam najwiecej czasu to miejsce najmniej mi się podobało. Gdzie przejscia dla pieszych z nowo wyremontowanych aleji konczą się na dziurze w ziemi i 40cm krawężniach. Miasto, gdzie gigantyczne puste gmaszystka straszą swoim wyglądem.
c.d.n.
Kutaisi, Gruzja, wrzesień 2013
Tbilisi, Gruzja, wrzesień 2013

Tbilisi, Gruzja, wrzesień 2013

Tbilisi, Gruzja, wrzesień 2013

Widok na Kazbek, Gruzja, wrzesień 2013

Góry Kaukazu, Gruzja, wrzesień 2013

Batumi, Gruzja, wrzesień 2013

Batumi, Gruzja, wrzesień 2013

w drodze do Uplisthyche, Gruzja, wrzesień 2013

2 komentarze: