...i po wakacjach :-) ale nie będzie jeszcze o kulinariach. O tym w jednej z następnych notek. Bo nie zdołam napisać wszystkiego na jeden raz. Odważę się teraz opisać ten kraj w dwóch słowach- kraj kontrastów. Chyba moi współtowarzysze podróży mogą się ze mną zgodzić w tej kwestii. Gruzja zadziwiała mnie od samego początku. Zaczynając od 'ataku' taksówkarzy i kierowców marszrutek po wylądowaniu na lotnisku w Kutaisi. Pierwszy raz byłem na wyjeździe na wschód od Polski. Zawsze kierunkiem była zachodnia część kontynentu. Zwykle po powrocie z wakacji miałem wrażenie, że cywilizacyjne bardzo mocno odstajemy od naszysch zachodnich sąsiadów. Tym razem to muszę przyznać że nawet doceniam nasze polskie realia. ;-) W coraz bardziej poukładanym i uporządkowanym świecie fascynuje nieład, oraz to co nie trzyma się z góry narzuconych ram i prawideł postępowania w 'europejskim' stylu. Kontrasty są w Gruzji widoczne na każdym kroku. Ekonomicznie poziom życia mieszkańców pozostawia wiele do życzenia mimo to Gruzini wydają sie być bardzo pogodnymi ludźmi. Są przy tym bardzo serdeczni i otwarci. Wynika to być może ze stylu życia niezmąconego tak mocno jeszcze zachodnim konsumpcjonizmem.
Tbilisi zastakiwało zestawieniem nowoczesnych brył budynków w centrum miasta z rozpadającymi się kamienicami. Miałem wrażenie, że niektóre z kamienic wystarczyło by kopnąć mocniej żeby złożyły się jak domki z kart. Miasto to można by opisać słowami- chcemy być nowocześni...ale nie do końca nam wychodzi. Bo tak, ikona miasta którą jest bez wątpienia bardzo ładny nowoczesny most, pięknie podświetlony nocą, kończy sie z jednej strony na nowym parku i 'tańczącej' fontannie z drugiej zaś na obskurnej kamienicy i kupie gruzu?! Restauracje z bajońskimi cenami obok dzielnicy w której stoją budynki, którym brakuje połowy elewacji z podwórzami po ktrórych chodzą sobie spokojnie kury. Na każdym kroku spotkać można policjanta czuwającego nad ogólnym spokojem i czystościa skwerów, placów i terenenów wokół pomników i innych instytucji dobra publicznego. Ulice stolicy kraju zamiata się tutaj za pomocą ręcznych mioteł. A z okna sklepu na jednej z bocznych uliczek można kupić wyśmienity ser.
W ciagu jednego pobytu w Gruzji można zobaczyć ponad pięciotysieczne szczyty Kaukazu i wykąpać się w wodach morza Czarnego.
Batumi to dziwne miasto. Brzydka promenada przy morzu z widokiem na dziwaczne budowle górujące nad miastem. Swoista kakofonia barw, kształtów i brył budynków. Wszystko to podświetlone nocą całą gamą kolorów tęczy. Mimo że spędziliśmi tam najwiecej czasu to miejsce najmniej mi się podobało. Gdzie przejscia dla pieszych z nowo wyremontowanych aleji konczą się na dziurze w ziemi i 40cm krawężniach. Miasto, gdzie gigantyczne puste gmaszystka straszą swoim wyglądem.
c.d.n.
 |
| Kutaisi, Gruzja, wrzesień 2013 |
 |
| Tbilisi, Gruzja, wrzesień 2013 |
 |
| Tbilisi, Gruzja, wrzesień 2013 |
 |
| Tbilisi, Gruzja, wrzesień 2013 |
 |
| Widok na Kazbek, Gruzja, wrzesień 2013 |
 |
| Góry Kaukazu, Gruzja, wrzesień 2013 |
 |
| Batumi, Gruzja, wrzesień 2013 |
 |
| Batumi, Gruzja, wrzesień 2013 |
 |
| w drodze do Uplisthyche, Gruzja, wrzesień 2013 |
i co ja mam teraz napisać??? :-)
OdpowiedzUsuńjeszcze dużo zostało do opisania ;-)
Usuń